Link 07.11.2007 :: 13:47
Komentuj (6)Jestem mała i głupia, ale nauczyłam się kilku rzeczy.
Nauczyłam się przejść ciemnym korytarzem z kubkiem herbaty w jednej ręce i cukiernicą w drugiej i otwierać sobie drzwi łokciem. Nauczyłam się prać w ręku, nauczyłam się robić sobie równe kreski kredką do oczu. Nauczyłam się podstaw html-u. Nauczyłam się nie pisać płóca i ścierzka i nie robić błędu ortograficznego we własnym nazwisku – a robiłam to uparcie kiedy jeszcze byłam w podstawówce. Nauczyłam się rozpoznawać na pierwszy rzut oka z kim mogę się kłócić, a przy kim lepiej udawać miłą i kochaną. Nauczyłam się, że logika i rozsądek to nie to samo. Nauczyłam się pisać szybko na klawiaturze i jak przeżyć w najgorszy upał. Nauczyłam się ściągać i przepisywać dwadzieścia stron ćwiczeń w ciągu jednej przerwy.
Może dalej jestem głupia i będę musiała się nauczyć o wiele, wiele więcej. Ale to nie jest już takie złe – już nie.
Link 10.11.2007 :: 20:19
Komentuj (2)Winnych długo w pamięci szukałem,
winnych zsyłkom, rewizjom i łzom.
Urodziłem się, trwałem. Przetrwałem!
Na Mieszczańskiej stał mój pierwszy dom.
Złowieszczy krzyk w ciemności dopada mnie co dnia
I nie wiem wciąż kto krzyczy: przyjaciel, wróg czy ja?
Czy tylko echo krzyku na domu wraca próg
Systemem korytarzy, systemem ślepych dróg…
No i byłam w czwartek w teatrze Buffo na przedstawieniu muzycznym Konie Narowiste ku pamięci Włodzimierza Wysockiego, czy też Wladimira Siemionowicza Wysockijego. Nawet nabyłam sobie drogą kupną płytę z prezentowanymi tam utworami i uparcie katuję tym mamę, brata i kota.
Katowałabym też sąsiadów, ale mama i brat zdecydowanie oprotestowali rozkręcenie głośnika na maksimum.
Kot powstrzymał się od zdania.
I tak jak po przeczytaniu
Ósmego dnia tygodnia Hłaska, powiedziałam, że go zmartwychwstanę i zrobię sobie z nim dzieciaki, tak moje nekromanckie plany zmieniły adresata na Wysockiego. Bo ja kocham geniuszy. Kocham.
I tak mam nowy, piękny kawałek swojego małego świata, taki poetycko-muzyczny w silnym, aroganckim stylu.
Właśnie wypadek drogowy się zdarzył,
czarny karawan uderzył o słup.
Wszyscy doznali poważnych obrażeń,
tylko nieboszczyk był cały i zdrów.
[…]
Sam pan naczelnik choć bydle niewąskie
mowę dwa razy przerywał by łkać.
Tylko nieboszczyk w dębowej jesionce
żadnej komedii nie musiał już grać.Link 13.11.2007 :: 17:36
Komentuj (3)Rzeczywistość mnie oplątuje i zaskakuje. Robię się od tego chytra jak lis i słucham swojej plazmy, sama nie wiedząc, o czym może myśleć.
O plazmie kiedy indziej, przy innej okazji.
Nadal męczę Wysockiego. Koncentruję się na istnieniu i wyzbywam się wszystkich myśli, również tych słusznych. To mnie oddala od siebie, a oddalona od siebie sama nie wiem co robię.
Co robię?
Zaczyna się zima.
Jak stwierdziło kiedyś jakieś dziewczątko, na jakimś blogu: oprócz deszczu lecą na mnie tylko panowie po czterdziestce.
A od wczoraj jeszcze śnieg.
Kiedyś, jakoś, gdzieś. No i na co to? Jak dobrze byłoby trzymać głowę w chmurach. I się, cholera, nie da.
Upychali mnie w trumnie na siłę, byle prędzej
by mieć pewność, że już nie ożyję nigdy więcej.
[…]
Wpasowałem się w ramy trumienne, chodźcie zmierzcie!
Teraz dumni możecie być ze mnie… No nareszcie!Link 19.11.2007 :: 18:56
Komentuj (3)Powstała koncepcja plazmy.
W skrócie: wychodząc z założenia, że Bóg stwarzając człowieka na swój wzór i podobieństwo, można powiedzieć, że nie stworzył człowieka, ale andragonisa, istotę bezpłciową, idealną, dopiero potem rozdzieloną na dwie płcie. Plazma jest więc andragonistyczną pozostałością po stworzeniu.
Człowiek funkcjonuje jednocześnie w dwóch planach – fizycznym i astralnym, z czego w dziewięćdziesięciu kilku procentach w tym pierwszym. U plazmy te proporcje są mniej więcej odwrotne. Plazma jest bytem doskonałym. Jest ona w pewnym stopniu organiczna, ma jasny, żywy kolor, lekko pulsuje i ma własną świadomość. Plazma nie jest integralna ze swoim nosicielem. Plazma emituje impulsy emocjonalne i świadomościowe, ale sama nic nie przyjmuje. Z plazmą nie można się porozumieć. Nie wyczuwa nawet, że my ją wyczuwamy. Integrując się z impulsami wysyłanymi przez plazmę można kierować zmianami w swoim ciele i umyśle.
Pytania?
Link 23.11.2007 :: 17:26
Komentuj (3)Byłam u fryzjera. Jako stereotypowa kobieta ze stereotypowymi kobiecymi potrzebami. A potem to już jak w bajce. Książę prawie na wyciągnięcie ręki, pytające spojrzenia, kawa i spacer.
Może V. ma rację, może bycie księżniczką to nie taka przerąbana sprawa.
Gramy w głupią grę. Mówimy na zmianę: ‘myślę że…’, a druga osoba ma zgadnąć, czy ta pierwsza naprawdę tak myśli czy blefuje.
Jego kolej. Na jeziorku w parku Saskim tłum kaczek. Czasami ktoś przejdzie szybkim krokiem uciekając przed zimnem.
- Myślę, że… lubisz mieć wokół siebie mnóstwo ludzi i być w centrum uwagi, ale tak naprawdę cię to męczy.
- Myślisz tak.
- Myślę tak. A to prawda?
Wzdycham. Jasne, że prawda.
- Prawda.
Uśmiecha się zadowolony z siebie. Proszę bardzo.
Prawda jest męcząca. Po pół godzinie pasuję bo mam dość. Zwłaszcza, że po każdej kolejnej turze otrzymuję wciąż coraz bardziej zagadkowe spojrzenia. Nie pasuje mi to. Nie jestem osobą zagadkową. Jestem bezpośrednia. Lubię wiedzieć. Co się dzieje, co robię. Koniec, kropka.
Dziś cały dzień chodzę lekko zamglona i słucham Aqualung.
And honestly, to look you in the eyes it’s easier to lie.
Tylko jakoś już nie potrafię kłamać.
Link 27.11.2007 :: 16:16
Komentuj (3)Najpierw nie mogę zasnąć, potem zaspałam na pierwszy polski. Najpierw obiecuję sobie że już nic nigdy, a potem zawsze robię to samo. Najpierw nikomu nic nie obiecuję, a potem i tak muszę się z tego tłumaczyć. I gdzie moja logika, gdzie w tym wszystkim ten głębszy sens?
Najpierw przeczytałam
Zwierzenia klowna Heinricha Bölla, a teraz czytam jego
Koniec podróży służbowej, ale jak na razie mnie nie zachwyca i zapowiada się bardzo nie bardzo. Najpierw zawsze jest fajnie, a potem jest jak jest.
I jeszcze pada. Najpierw śnieg, potem deszcz, w sumie jest buro i nijako. Na polskim liczę wagoniki.
[Kiedyś narysowałam na ścianie ciuchcię i napisałam: jak ci się nudzi dorysuj wagonik.]
K. zawzięcie dorysowuje dwudziesty. Rozleniwiona w przyciemnionej deszczem klasie zastanawiam się, czy będą dalej rysować w poziomie i wykręcą na sąsiednią ścianę, czy zawrócą do góry. Dużo wagoników. Dużo śniegu. Dużo burego świata.
Na historii praktykant wypuszcza nas piętnaście minut wcześniej. Po pół godzinie mógł mieć dość gorączkowych, konspiracyjnych planów ucieczki na wolność wyrzucanych z siebie teatralnym szeptem.
[
Dawaj, oblej ją wodą! Powiemy, że wody jej odeszły i musimy ją odprowadzić do pielęgniarki! A może krzyknę: ja rzygam!, i ucieknę? Dawaj, otwórz tak subtelnie drzwi i wysuń plecaki na zewnątrz, a potem powiemy, że musimy iść do łazienki…]
Link 30.11.2007 :: 20:57
Komentuj (1)Oględnie rzecz biorąc zimowo, bo oficjalnie zaczęło mi sypać wielkimi, białymi płatkami na twarz. To samo białe wsiąka w niebieski szalik i to samo białe wsiąka mi w rzęsy, tusz się rozmazuje i wyglądam jak szop pracz. Nieumalowana też wyglądam jak szop pracz, bo jakoś ostatnio nie ma okazji, żeby się wyspać. Nadrabiam to herbatą w takich ilościach, że siedząc nieruchomo jestem w stanie poczuć, jak moje krwinki desperacko próbują się przepchnąć przez arterie zakorkowane małymi, ślicznymi cząsteczkami teiny. I wyglądam jak szop pracz.
Postanowiłam, że w tym roku zrezygnuję z dwóch wigilii, ograniczę się do jednej, a ojcu wyślę krótką notatkę z gatunku:
nie masz czasu do mnie zadzwonić przez trzy miesiące, ja nie mam czasu spotkać się z tobą w święta, straszny pech, a ja się tym nie przejmuję. Nie jest ci głupio, że swojej córeczce jesteś centralnie obojętny?
Pewnie nie jest, ale ja nie wymagam cudów. Chcę już tylko trochę spokoju. Chcę się wyspać.
Takie życie, z którym chcę wreszcie zacząć coś robić, bo ostatnio siedzę przytulona do kaloryfera i narzekam. Oczywiście, PMS, ja wszystko rozumiem. Czy też, nie rozumiem wszystkiego i może dlatego chodzę taka wściekła. Choruję na niewiedzę, choruję na PMS, choruję na bycie sobą i na bycie po prostu.
No i zima. W sumie nie mam nic przeciwko. Tylko chciałabym się wyspać.
* * *
Szablon zrobiłam ja, sama sobie. Motyl znaleziony tutaj