07

04

05

06

07

08

09

10

11

12

08

01

02

03

04

05

06

07

-----> linki
-------> główna
---------> książka


Link 23.04.2007 :: 18:22 Komentuj (2)
Okna wychodzą na wschód – mogą, nikt im nie zabroni. Wyglądam przez okna i patrzę na wschód. Dzięki temu między sunrise a południem pokój zalany jest białym, zbyt białym, niemożliwie oślepiającym, lepiącym się do skóry, pół-słodkim a na wpół mdłym światłem. Między sunset a midnight zdarzają się białe noce – wszystko wtedy ogłusza, ogłupia, cisza między mną a światem kłuje w płuca zimnem i poczuciem bezsensownego szczęścia.

Wszystko jest ostatnio grigio, ale w jasnym, delikatnym stylu. Niewiele jest we mnie okruchów, które tak łatwo dają się oplatać pajęczynami, a więcej takich, które zjadają pająki spacerujące po pomalowanych na wiśniowo paznokciach. Jest w tym coś abstrakcyjnego, ale nie na tyle, żebym myślała o tym w taki sposób.
No to jestem już całkiem odrealniona i bezsensownie, niemożliwie abstrakcyjna, a wbrew temu co sądzisz abstrakcja naprawdę nie ma związku z logiką, bo logika ma sens, a abstrakcja ma wiele sensów, a każdy z nich nie tyle wynikający z ludzkiej potrzeby zrozumienia świata, ale z jakieś intuicyjnej, podświadomej potrzeby, żeby oddychać. Abstrakcją się oddycha. Taki substytut tlenu.
Gaz rozweselający też może być substytutem tlenu na kilka sekund, prawda?

Zdumione, brązowe spojrzenia znad okularów wydają się was wszystkich pogrążać w odrealnieniu bliskim stanowi alfa, ale do póki nie mam z tego nic, nic również nie dam. Słowa, jakie zdają się istnieć w świecie rzeczywistym nie istnieją dla mnie, spojrzenia, jakie przylegają do mnie ciasno nie ograniczają w żaden sposób mojego pola widzenia, mój spokojny, gray mind nie rejestruje dźwięków, które nie poruszają w nim żadnych instynktów i odruchów. Złote iskry, jakie prześlizgują się między uśmiechami nie przeznaczone są dla nikogo, kto smutków w słowa ubrać nie umie. A smutki ubrać trzeba umieć, żeby i smutkom było ciepło.
Trochę bardziej ciepło w tym jasnym słońcu przeświecającym przez drzewa i tym zimnym wietrze o piątej rano.
Chciałabym żeby ktoś. Złote iskierki i uśmiechy między brązowymi oczami.

Let’s fall in love. Czuję się magicznie odcięta od wszystkich swoich nadwrażliwych zakończeń nerwowych, postrzępionych na krawędziach zmysłów, wiecznego poszukiwania radosnego, złotego tu i teraz, ale wiem, że to we mnie jest, w jakiejś niemożliwie czarnej próżni, koszmarnym, poplątanym ID z założeniem, że przecież moje życie nie opiera się na mnie, ale na moich celach i przekonaniach. Jestem cierpliwa.

Avidja.


Link 24.04.2007 :: 18:24 Komentuj (0)
a) PO.
Usztywniamy rękę. Musimy ją usztywnić w takiej pozycji, aby osobie poszkodowanej było wygodnie. Jak powie 'och, tak dobrze', to znaczy, że to właściwa pozycja.

Jak powie 'och, tak dobrze', to znaczy, że to właściwa pozycja.
Niewątpliwie.

b) Biologia.
Pomysł kolegi: tasiemiec jest chorobą zakaźną przenoszoną drogą kropelkową. Grupa podrzędna jest nadrzędną, a żółw błotny żyje rzecz jasna w błocie [klasa zapomniała dodać, że jesto to polskie błoto, a to zasadniczo ważne, bo to nasz jedyny narodowy żółw. Nikt inny w Polsce nie ma takiego zdrowia żeby żyć 120 lat].
Pomysłem kolegi z innej szkoły było stwierdzenie, że szyjka macicy ułatwia wprowadzenie członka do pochwy.
Komentarz koleżanki: Chyba przez gardło.

c) Włoski.
Se non avevo il cancro, non moruvo.
[Gdybym nie miała raka to bym nie umarła.]
- To chyba taki głos z zaświatów...
*
- Co jest?
- Co? Ja nic nie mówiłem.
- Jak to? Ja nic nie słyszałam.
Bez komentarza.

d) Chemia.
Ja nie chcę was straszyć...
Za późno.
...ale marnie skończycie.
Doceniamy to, naprawdę.

*

Gówniarsko się czuję ze świadomością schowaną w szatni, na szarym korytarzu, otoczona murem dźwięku, od którego bębenki w uszach chcą założyć związek zawodowy i domagać się swoich praw, słusznie z resztą. Jak stwierdziła pani od polskiego, Gabrysia była out of system i wbrew pozorom - dalej jest. Out of system oznacza przyćmione snem oczy, kierowanie się instynktem przetrwania i stwierdzenie, że ok, jestem tu z wami, ale w razie zamachu terrorystycznego nie idę na boisko dać się przeliczyć, tylko spieprzam pierwszym wyjściem jakie znajdę.
Porozumiewanie się z ludźmi udowadnia mi, że cóż, dyplomatą to ty nie będziesz Shrek, najprostsze czynności wymagają stu tysięcy zbędnych drobiazgów, które wymyślił chyba Bóg, a które zakrawają na niesprawiedliwość życiową godną Hioba. Snuję się po korytarzach senna, zakatarzona, wściekła i niespokojna. Czuję się tylko towarem przechodnim między szczęśliwymi rocznikami odesłanymi w szeroki świat, a nieszczęśliwymi, które jeszcze zmagają się z pomyłką edukacji jaką jest gimnazjum.
A brak systematyczności powoli wypełnia dziennik.
Schoolgirl mówi, że jeszcze tylko rok.
Nie pieprz głupot bo narobisz małych głupotek i trzeba będzie płacić alimenty.

Av.


Link 25.04.2007 :: 16:29 Komentuj (3)
Oto świat został zdegradowany do rangi 'jest ok', zamiast być ucieleśnieniem kosmopolitycznej wizji domu nas wszystkich, dzieci bożych. Jest ok. Wszystko jest ok.
To tak w ramach degradacji.
Ja natomiast w oczach Pana Od Wosu awansowałam z roli dziecka do roli niewiasty szlachetnej i zaiste, wiem jak wygląda numerek 308.

- Wiesz jak wygląda profesor S.?
- Nie mam bladego pojęcia.
- A wiesz jak wygląda numerek 308?

Nie, ale wiem jak wyglądają inne numerki.

- Rozumiem. Zanieść to do 308.
- Tak, zanieś to do 308.

Niezdrowe.

*

hello, gonna say that there's something wrong
Musimy tylko przeprowadzić sto czterdzieści tysięcy badań, poobcinać zmutowane ogonki zmutowanym myszkom doświadczalnym, pobrudzić wszystko genetyczną papką, zrzucić na to wszystko bąbkę jądrową i już będziemy wiedzieli, co jest wrong.
A ja na środku całego tego bałaganu siedzę i bawię się lalkami, zastanawiam się, kiedy dziecko vel niewiasta szlachetna dorośnie na tyle żeby zakochać się w sposób właściwy, odpowiedni, dojrzały, pełny, całkowity i spokojny.
Mówiłam ci, archer, że świat dąży do katastrofy jądrowej i telefonów komórkowych cienkich jak podpaski always. Nie powiedziałam ci jeszcze, że czuję się rozerwana na kawałki przez sam fakt, że masz zielone oczy.

Cuz I'm here, ready to take it all here
Everything's feeling unclear
I wish it was raining
Cuz I hate every beautiful day


Staje się wtedy świat zbyt jasnym i gotowym przyjąć mnie w swe słoneczne ramiona, a mnie to w jakiś sposób zamyka i oślepia. Trudno zasnąć o szóstej rano mając na ustach jeszcze jakiś obco-organiczny smak przemieszany z zapachem biernego palenia, kiedy świat jest jasny, biały i pełen nieszczerego uśmiechu, na następne pieprzone kilka miliardów lat.
Archer.

Łatwo kogoś, tfu, kochać przed snem, o wschodzie i zachodzie słońca.
Ale kiedy kocha się kogoś robiąc pierogi, sprzątając pokój, zakładając skarpetki, wystukując numer w telefonie, grając na komórce w korku w autobusie, jadąc windą, będąc załaskotawywaną na śmierć na Starym Mieście.
Wtedy to jest już obsesja.
Niezdrowe.

Av.


Link 26.04.2007 :: 18:03 Komentuj (2)
Hello, gonna say that there's something wrong
With this place, I got time
Just to waste, if you would be
My new escape, so then I say,
Can't find a lover, well there's no other way


Dochodzę do różnych wniosków, radosnych i pokręconych. Nudzę się niemiłosiernie tarzając się po białym dywaniku, wygrzewając w słoneczku na balkonie, przerzucając stertę ubrań z kąta w kąt, wyglądając przez okno i myślę, że przecież mam tyle wolnego czasu, że w perspektywie łudzących, kobiecych kaprysów mogłabym się zakochać w każdym z was. Gdybym chciała.
Poobcinam sekatorem malutkie rumianki rozsiane wśród wiosennej, zielonej trawy i napawając się bólem, jaki można zadać małemu kwiatuszkowi, będę obrywać płatki podśpiewując: zakochać się, nie zakochać, zakochać się, nie zakochać, zakochać się...
Archer archerem, ale potrzebuję was wszystkich, w toksyczny, zniewolony sposób. Bo ktoś musi patrzeć się na mnie zamglonymi oczami, mówić mi to wszystko, co potrzebuję usłyszeć i muszę wiedzieć, że jestem jedyna taka, cudowna i wspaniała.
Dużo was jest. Mogłabym zszyć was wszystkich i ułożyć pełen uwielbienia dla swojej właścicielki dywanik w swoim pokoju.
Uwierzyłabym, że jest w tym coś magicznego.

We can dance in your bedroom,
With no romance, I got time
Just to waste, if you would be
My new escape, so then you'd say


Nie odetnę się od świata pełnego dziecinnych uśmiechów, złośliwego wyrachowania i przymrużonych oczu. Wiem, o czym myślisz, kiedy patrzysz mi w oczy i kiedy mnie obejmujesz.
Kimkolwiek jesteś, jakkolwiek masz na imię, nie znam cię, nie znasz mnie, ale możemy te dwie czy trzy chwile poświęcić sobie nawzajem. To nieprawda, że emocjonalna pustka zmienia ludzi i wyniszcza ich od środka.
Coś czego nie ma nie może oddziaływać. Ile zer nie dodamy do liczby wyjściowej pozostanie ona liczbą wyjściową.
Czuję się liczbą wyjściową oscylującą między numerologiczną trójką i enneagramową czwórką w skrzydle piątym, oscyluję między liczbą siedemnastą i osiemnastą, między godziną ósmą wieczór i piątą rano.
I dodaję do tego wiele zer.
Duże dzieci mają duże zabawki. Wolałabym wrócić do klocków lego, ale klocki lego nie mają oczu.
I ust.
I rąk.
O cholera.

'Cause you wanna discover that it's gotta be fate

I wciąż nie potrafię pojąć skąd we mnie tyle pustych emocji nie podszytych w żaden sposób uczuciami, skąd u mnie tyle wyrachowania i przełamywania się na sto tysięcy kawałków, żeby jeden kawałek mógł usiąść w kącie i wylegiwać się w ciepłej, nieodwzajemnionej miłości do archera, na pozostałe kawałki mogły się spalać, rzucać na wiatr, wylegiwać w słońcu, tarzać po białym dywanie i patrzeć.
Nie wiem.
Ale nie mam kaprysu, żeby zakochać się w każdym z was.

Sugarcult - Do it alone


Link 27.04.2007 :: 14:32 Komentuj (1)
Sama dla siebie jestem milionem poplątanych supełków, ale szlag mnie trafi, a nikomu nie pozwolę tego rozplątywać.
I Verdish ma rację. Nie wyrosłam jeszcze z zabawy klockami.
Ale dzieciom z wyobraźnią wystarczą najprostsze zabawki.
A jeśli się poparzą to tym lepiej dla nich.


[1] [2] [3]


Link 28.04.2007 :: 21:53 Komentuj (2)
Po pierwsze.
Z rzeczy pozytywnych. Moja mama przestała się oszukiwać, że kobiecie [w tym wypadku młodocianej kobiecie czyli MI] wypada pić kawę z fusami. Skapitulowała i kupuje ekspres do kawy. O który suszę jej głowę przynajmniej od Bożego Narodzenia, ale wnioski są proste, że jeśli powtarza się jedną rzecz odpowiednio długo to na pewno zacznie działać.
W ezoterycznej praktyce nazywa się to afirmacją, w codziennej nazywa manipulacją. I wszyscy są szczęśliwi.

Po drugie z rzeczy pozytywnych.
Warszawa, 1 maja, Kabaty. Świętujemy Beltaine. Mowa rzecz jasna o religii celtyckiej, która z góry zakładaja słuszność wszelkiego stworzenia, radość życia i umiejętność życia w szczęściu bez konieczności unieszczęśliwiania innych. Prawda jakie to sympatyczne? Powszechnie znana jako noc Walpurgii. Będziemy tańczyć wokół ognisk i uśmiechać się do siebie nawzajem w sposób pozbawiony wszelkiego egoizmu. Och.

Po trzecie z rzeczy pozytywnych.
Pozytywizm zakładał postawę optymizmu poznawczego, zasadzającą się na przekonaniu, że znalezienie odpowiedzi na rozmaite dręczące ludzkość pytania, dotyczące kształtu świata i jego reguł jest - oczywiście na drodze rozumowej - możliwe. Pełną wiedzę człowiek uzyska dopiero w dalekiej przyszłości, tymczasem różne dylematy trapiące ludzkość nie są nierozwiązywalne ze swej istoty - są tylko funkcją naszej obecnej niepełnej wiedzy.
Bezpośrednio z mojego podręcznika do polskiego.
Uwielbiam pozytywizm.

PS light-on-the-east "żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąd" - tak mi się przypomniało :)
PPS trudny, albo mi się wydaje, ale po co zmierzanie do źródła, skoro chcemy 'posuwać się' do przodu? ;) to źródło z natury swej jest miejscem, z którego wszystkie rzeczy pochodzą, więc po co mają tam wracać?
PPPS ogólny. Gdyby ktoś czegoś chciał [nie podejrzewam, ale jednak], to pisać po bożemu na maila: avidja@o2.pl
Grazie.

Av.


Link 29.04.2007 :: 21:39 Komentuj (2)
Semi-dolce. Fresco. Osiem przecinek czterdzieści dziewięć złotych polskich, chyba. Albo coś koło tego. Grzane wino ma być podgrzane, ale broń Boże nie może się zagotować. Z wrzuconą połówką laski cynamonu, kilkoma kawałkami jabłka i cytryny. Z miodem.
W żółtym, ciężkim kubku malowanym w liście i winogrona. Ciężki kubek, przyjemnie ciążący w dłoni. Powtórzenie celowe, nie dopatrywać się błędów językowych.
A w tle Aqualung "Strange and beautiful".

*

- O czym myślisz?
- O niczym. Patrzę na Wisłę.
- Za tobą jest ładniejszy widok.
- Tak, ale mój kręgosłup nie toleruje takiego wykręcania.
Mój kręgosłup [moralny] nie toleruje takiego wykręcania [się].
Nad Wisłą zachodzi słońce.

*

Czy nie zakochałaś się po prostu w ładnym chłopcu?
Nie wiem. Nie powiem mu magicznej formułki 'pieprz się', bo będę chciała coś dodać od siebie, tak tylko, przelotem. Nie powiem mu, że wydłubię mu jego zielone, kocie oczy, bo wiem, że przecież zrobiłabym sobie z nich kolczyki.
Musiałabym przekłuć uszy. Och, ta słodka odrobina poświęcenia dla sprawy.
To wszystko za bardzo jest przesiąknięte mną i hipokryzją.
Wiesz, myślę, że Werter też nie kochał Lotty jako Lotty, tylko jakieś wyobrażenie idealnej kobiety, które w niej widział. I gdyby ją zobaczył z samego rana, rozczochraną, z podkrążonymi oczami to chyba mniej by ją kochał.
Nic nowego. O szóstej rano, rozczochrana i z podkrążonymi oczami to ja sama siebie nie kocham.
Kiedy czytałam Wertera, miałam wrażenie, że to idiota. Lotta mogła być najinteligentniejszą lub najgłupszą kobietą na świecie, a on i tak potakiwał jej tylko dlatego, że był w niej zakochany. Do luftu.

*

Sympatyczne to wino, naprawdę.



* * *

Szablon zrobiłam ja, sama sobie. Motyl znaleziony tutaj